Poeci
poeci bywają jak storczyki
tym bardziej że
zawsze wymagali specjalnego podłoża
światła
innych słów
innych snów
niewielu przeżywa
i trwają jak chybotliwe wieże
niewidzialna konstrukcja pomiędzy nimi a światem
złożona z białych lin
skrzypi
Mrok
Kimkolwiek byśmy nie byli
ukryte niebezpieczeństwo tkwi
w tym drżeniu ciemności wokół nas
jak drżenie strun
w ciszy
w mroku gęstniejącym
jakby czas przyśpieszył
zawijał nas w dziesiątki nocy
zamiast jednej nocy
oddychasz równo
przykrywam Ci stopy
uchylam okno
chyba nic już nie mogę zrobić
nic już nie można poprawić
jednak muszę próbować zasnąć
z uparcie powracającym snem
myślą co by się stało
gdyby Ciebie nie było
Umówiłem się na siedem talentów
Umówiłem się na siedem talentów
powinno wystarczyć
trzy na kamień
dwa na dłuta
trzydzieści sum robotę pomocnika
zostanie jeszcze talent
nawet jeśli nie zostanie
jeśli pomocnik porzuci pracę
będę pracował dzień i noc
bez wytchnienia
niewiele można kupić za dziewięćdziesiąt sum
co kilka dni będę kupować ryby
na targu
stając pomiędzy lekarzami i nauczycielami
tyle warte jest leczenie i uczenie ile rzeźbienie
ot kilka ryb
ale nie mam dokąd odejść
umiem tylko trzymać dłuto
odłupywać kamień
jeszcze dzień lub dwa pomyślę o niej
potem trzeba będzie przywieźć marmur
i dobrze go ustawić
za dwa trzy dni zaczynam
chcę ją wyrzeźbić
odsłonić
będzie miała usta żeby mówić
uszy żeby słuchać
będę mógł z nią cicho rozmawiać
jeszcze nie wiem co jej powiem
od czego zacznę
ale od tej chwili dni zaczną się sączyć
będę młotkiem uderzać leniwie
żeby oddalić dzień kiedy ją zabiorą