Strona główna

* Konkurs Literacki *

Statut

Działalność

Członkowie

Utwory:

Urszula Baczyńska-Śleziak
Ryszard Będkowski
Joanna Brychcy
Robert Forreiter
Paulina Goliszewska
Karolina Kasperek
Ewa Bożena Kwiecień
Janina Laskowska-Mróz
Tomasz Lippoman
Agnieszka Mazur
Berenika Michnik
Urszula Stępień
Michał Stolarczyk
Katarzyna Szeja
Marta Szuba
>>> Elżbieta Tomaś
Karolina Tórz
Anna Wojciechowska
Julia Zadrożna
Dariusz Zejc
Hanna Zielińska
Edyta Żyrek

Biblioteka

Na WeSoŁo :)

Linki

Współpraca

Mapa strony

Kontakt

osób odwiedziło
nas od 1.06.2004




UTWORY ELŻBIETY TOMAŚ





Elżbieta Tomaś

Prawie erotyk

Pozwalam
Na dotyk suchymi dłońmi
W zbieraniu okruszków
Cielesnych fascynacji

Pod płaszczem nocy
Otwieram się dla
Namiętnych spojrzeń

Odziana w poranną
Wilgoć
Zmysłowo
Osuwam się w dół

Dla Ciebie

w górę


Elżbieta Tomaś

Kobiecie

mogłabym powiedzieć jak w tej piosence, widzieć tylko ciebie i świat zamienia się w 40m2,
lecz nie potrafię

dla mnie istnieje dzisiaj
tylko dlatego, że jest jutro
z nadzieją na wiarę (paranoje)

teraz wpatruję się w nieme okna twarzy
dziwny grymas drzwi
słowa świadczące o niczym

to nie ty
i nie ja

mam w sobie ciepło
problem w nieufaniu
niebieskim, zielonym, brązowym, kocim i jakimkolwiek męskim oczom

nawet tobie dziś mówię
dość

kobieca karta tak jasno określona
razem wiemy czego nam potrzeba

zostańmy...

w górę


Elżbieta Tomaś

ON

Tak, patrzał na nią i widział, że jest jego odbiciem. Dostrzegł to wtedy, gdy zobaczył ją pierwszy raz. ON - on, który był daleki od tych myśli, miłość? uczucia? To nie dla niego. On - traktujący kobiety jak chwilową przyjemność, dające ukojenia u źródeł swojej kobiecości. Tak, ON wiedział, to w momencie, w którym ją ujrzał i pocałował pierwszy raz, wiedział. Myślał, co jest? jak to możliwe? Miał ciemno przed oczami, wszystko wokół niego wirowało, nogi stawały się jak z waty i powtarzał ciągle, wiem, wiem to na pewno, kocham ją, zawsze kochałem... gdzie nie był w tej chwili? Szybował, pływał, tańczył, gdzie nie był? (zawsze z nią był). To prawie jak szmer niedzielnej spowiedzi, szalał.
Nie wiedział, co będzie...

W ogrodzie spojrzeń
Zamykasz drzwi
Myśl by nie spać
Ucieczka z tobą
W zakamarki mej skory
Schowani w porach
Tak bezkarnie bezpieczni

Zerkał na nią, po długiej podróży, leżeli razem na cudownie zielonej i miękkiej trawie, Wisła szemrała jedwabne melodie. Kraków całował brukiem ich pięty, to nic, bo słońce muskało ich twarze, a chmury tuliły mlekiem dnia. Tak, widział w niej siebie, wrażliwego, silnego, mądrego i odważnego. Wpatrując się w bałtycką głębię jej oczu - powiedział:
- wiem, że po za mną i tobą, istnieje ten cholerny rzeczywisty świat i wiem, że musisz do niego wrócić - ale gdyby istniały dwa wymiary i mógłbym wybierać - to Ciebie całą ukradłbym tej rzeczywistości, zostawiłbym sobie Ciebie prawdziwą realną, a im oddał tą drugą z innego wymiaru, przecież i tak nie poznają, nie kochają Cię jak ja i nigdy nie ujrzeliby Bałtyku w twoich oczach. Kocham i będę kochać - zawsze.

Kilka miast
i długie pocałunki
dwa zachłyśnięcia
otarte o nasze uwielbienie
splecione dłonie i serca
niestety nie na zawsze...

Tak, przecież nadal ją kochał (Ona? Ona nie była ważna, jej nie było), Floriańska kochała ich, tańczyli w zapomnieniu kolejnych chwil, nie było dziś i jutro. Było tylko "teraz", ale jakie "teraz"? ono mijało z każdą sekundą.
Tak, stało się, zabrakło dobra i Ciebie. Kilka ostrych słów, niepotrzebne gesty, ostrym końcem skończył się dla NIEJ przez NICH. (NICH - nieważni, to nie o "nich" chodzi, "ONI" - zabijają).
Nieskończenie źli, słowem zabili ją i jego... prawdziwych i nikt jak ON nie będzie patrzył już w Bałtyk jej oczu.

Jak ja cię kocham?
sama ledwo pojmuję
najgłębiej, najszczerszej, najwyżej
jak siego moja dusza
po kres nieistnienia
i łaski bezimiennej

w górę


Elżbieta Tomaś

ONA

ONA - malutka kobietka
Zawsze z uśmiechem
Uważana za silną
I podziwianą przez wielu
Jest tylko mała czarującą
Oszustką
Bo nie pokazuje swego wnętrza
Jest cyniczna i tak płytka
Bo mówi zbyt wiele
Nie wybierając rozmówcy
Liczy się ona
Ważna i silna
Płacze tylko nocą
Boi się ran
Bo nie goją się wcale
Cierpi dusza
A usta się śmieją
Kochając umiera
I nienawidząc kłamstwa
Okłamuje siebie
I świat
Że jest szczęśliwa

w górę


Elżbieta Tomaś

sobie...

Bo twarzą w niej
W ustach zniekształconych

Hazardem miłego dźwięku

Bo z francuskim filmem
Bo z tyskim przy ustach
Bo miłość obok
Bo twarzy brak

Na własną cześć
Szepcze

Na zdrowie

w górę


Elżbieta Tomaś

Rozwód

zakończono
odradzanie coraz to nowych
uścisków naszych świadomych wyborów

zakończono
wspólne sny coraz to starszych
nawyków marszcząc stare jedwabie

zakończono
chwile wzniosłe
podsycane sztucznym rajem w żyłach

zakończono
uśmiechem

w górę