***
Sama sztuka tworzenia
Kryje się w milczeniu
Dymie papierosa
I w stu pigułkach na uspokojenie
W dawce podstawowej
Zawiera w sobie
Wczorajsze "jestem"
Dzisiejsze "będę"
Jutrzejsze "byłam"
I tak w nieskończoność
Aż do skończoności
Bo aby stworzyć
Trzeba mieć koncept
I poukładać alfabetycznie
Numery jego stron
W niepamięci
Potem z potem odsączyć
Z umysłu
cenzurę, cenkulturę,
I inne grzechy zatajone
Przy pierwszej spowiedzi.
Szukanie spornej formy
Przez reformy
Obnażenie jej i zatajenie
Skąd w ogóle się wzięła
Wywiesić na jednym
Ze stu czterdziestu słupów
Ogłoszenie o sprzedaży własnego tworzenia
By nie było już sztuką
Tylko dla jego twórcy.
Po jedenaste...
"I jak ten głupiec u mądrości wrót
stoję - i tyle wiem, co wprzód"
J.W Goethe
jedenaste przykazanie
wbudował w naturę człowieka
"odkrywać
i być odkrywanym"
zaraz więc tłum łysych Einsteinów
z noblowską ambicją
wychodzi z autobusów
normalność chowając po kieszeniach...
nazwano więc miłość
kwantowym modelem wszechrzeczy
tłumacząc jej zasadę działania
złożonym rozpadem atomów
a ona nadal pachniała ustami kochanków;
oskarżona o plagiat magnetyczności
ze wstydu umarła
wykresowano lot ikara
rozprawiano nad torem ruchu
wektorowano
utrudniano mu drogę upadku
ikar i tak musiał spaść
tyle że teraz z pękniętym sercem
tak nadziejnie...
światło z golgoty
chciano przytrzymać
magnesowymi gwoźdźmi
z wykorzystaniem prawa Hooke'a
współczynnikowano mu współczucie
a ono musiało odlecieć
tyle że teraz bogatsze w wątpliwości
nie chciało już wracać...
hitlera zamknięto
w domu dla samotnych
karmiąc go teoriami
pokazując tęczę;
doliczył się sześciu kolorów
siódmy więc sobie stworzył
ognisty jak płomień
stu sześciu bomb atomowych...
już cisza;
stary odkrywca
w pełnym negliżu
w domach starców walczy
dwunastu Einsteinów
apostołów współczesności
każdy chce odkryć teorię
judasza
pocałunek
absurdalnie fizyczny
Bezpowrotnie
aniele stróżu
piórkiem z twych skrzydeł
tworzysz świat mój
zamknięty
nie pozwalasz zerwać owocu
w skrzydlatej klatce
tkwi głęboko moja osobowość
a ty miłością niewzruszony
spisujesz MÓJ pamiętnik
aniele stróżu
jak zwykle bez makijażu
pozwalasz mi płakać
ale nie dajesz powodu,
chowasz go w kieszeni
miedzy mą dumą i blizną
stukrotnie droższymi od życia
oszczędzasz mi wszystkiego
spisujesz MĄ biografię
aniele stróżu
chcę wyrwać ci skrzydła
jak ikar przybity między
wczoraj a dzisiaj
bez prawa do powrotu
twarz odwracasz
a ja nie wierzę byś lubił samotność
wiem, że wrócisz, dlaczego więc
spisujesz już MÓJ testament
***
słowa
wypełniają przestrzeń
między tym co wczoraj
a tym co jutro
pozwalają odpocząć dłoniom
które nie mają siły
po tysiąckroć przybijać do krzyża
tego samego
za tych samych
z blizn współczesności
wysysają cały ich sens
między tym co dzisiaj
a tym co jutro
poskramiają niejedną złośnicę
wieczne i ulotne
rozkochane i wymyślne
jak tekst przysięgi adama i ewy
boga honor ojczyznę
dziewczynkę z zapałkami
za to co wczoraj
i za to co dzisiaj
wytykają kolejnym zaakcentowanym
"winny" "współwinny"
wyrokiem w zamyśleniu
twoją winę biorą na siebie
***
Spójrz nieznajomy
Jakie zatrwożone drzewo
Kłania się naszym nagim wspomnieniom
Zawstydzone myśli kuszą
Samego węża
nasze inicjały wyryte
Ręką Wspólnego Boga
Na jabłku pojednania
Szrama grzesznego rozłamu
Niespodziewanie -
Wygnanie z prywatnego raju
Nastał dzień niepodległości!
***
Dostałam drugoplanową rolę
Żyję i gram; gram i żyję...
na przemian...
Tak ponoć gra się drugoplanowe role...
Tego mnie uczyli,
Kiedy
Zepchnęli moje marzenia
Wspomnienia
Nadzieje
Na drugi plan...
Ale co będzie jeśli kiedyś nie zdążę zmienić maski?
Komedia stanie się tragedią.
nie zostanie zagrana, wyśniona
Drugoplanowa rola zepsuje
Wasze przedstawienie...
I upadnie teatrzyk nieduży
Uwikłany w pajęczynę moich wątpliwości
Zniknę drugoplanowa Ja...
I zniknie drugoplanowe życie...
Cena miłości
Na ulicy zdeptana
Cierniowa korona
    Ktoś zgubił, kiedy biegł do supermarketu
    Kupić kilogram odkupienia
    Przebaczenia
    Rachunek sumienia
    Tan najtańszy... niedoskonały... dla wszystkich..
Za odpuszczenie grzechów
Już nikt nie chce cierpieć...
    A Ona leży i czeka na tego
    którego ręce uniosą jej ciężar
    rozłamią jej kolce i z nich wybudują
    nowe lepsze jutro.
Dla świata
Dla siebie...
Zadośćuczynienie...