Strona główna

Forum

* Konkurs Literacki *

Statut

Działalność

Członkowie

Utwory:

Urszula Baczyńska-Śleziak
Ryszard Będkowski
Joanna Brychcy
Robert Forreiter
Paulina Goliszewska
Karolina Kasperek
Ewa Bożena Kwiecień
>>> Janina Laskowska-Mróz
Tomasz Lippoman
Agnieszka Mazur
Berenika Michnik
Urszula Stępień
Michał Stolarczyk
Katarzyna Szeja
Marta Szuba
Elżbieta Tomaś
Karolina Tórz
Anna Wojciechowska
Julia Zadrożna
Dariusz Zejc
Hanna Zielińska
Edyta Żyrek

Biblioteka

Na WeSoŁo :)

Linki

Współpraca

Mapa strony

Kontakt

osób odwiedziło
nas od 1.06.2004




UTWORY JANINY LASKOWSKIEJ-MRÓZ





Janina Laskowska-Mróz

Jeszcze wczoraj

Jeszcze wczoraj
- byłam pąkiem róży
w ogrodzie
pielęgnowanym czułym dotykiem
rąk matki
- niebo było tak przejrzyste
gdy szukałam swej drogi
na firmamencie
- ptaki koncertowały w cieniu drzew
- trawy szeptały baśnie
- wiatr śpiewał kołysanki
- wody rzek grały
- deszcz dzwonił na Anioł Pański
- dzwony zwiastowały radość dnia
Jeszcze wczoraj
- wszystko było poezją.

w górę


Janina Laskowska-Mróz

***

Układam kwiaty
w ikebanę
- listków namiętnych ust
- oczu
zwierciadeł duszy
ogników nadziei
- rąk
delikatnie rysujących
splatanie uścisku
- serc pełnych żaru
jak wulkan gorącej rzeki
- myśli biegnących
między dnie i noce
by sięgnąć
po miłość.

w górę


Janina Laskowska-Mróz

***

Tej nocy
otarłeś łzę z mojego policzka
wtuleni w siebie
szeptaliśmy słowa baśni
rozpaliłeś moje serce
rozśpiewałeś duszę
pod dotykiem dłoni
stałeś się -
moją namiętnością

w górę


Janina Laskowska-Mróz

***

Tak dalecy
a na wyciągnięcie dłoni
między nocą a dniem
życie przesiewamy sitem czasu
- między spojrzeniem a oddaniem
graniczy szaleństwo
istnienia
- między szczęściem a klęską
stąpamy obok

w górę


Janina Laskowska-Mróz

***

Poczerwieniałam różą
sięgam rosy
ukrywam pod liściem dębowym
skrawek nagości
z ust zamkniętych śpiew płynie
falą z forte w piano
z oczu jak perły łzy
nawlekam na nić jedwabną
maluję rodzący się świt
płonące serca.

w górę


Janina Laskowska-Mróz

***

Wtargnąłeś błyskiem latarni morskiej
wyrwałeś nagość z wód oceanu
skąpałeś w słońca promieniach
przykryłeś nadzieją
ścieląc błękit nieba
otoczyłeś czułą troską
miłość
jak skarb
w bochnie chleba.

w górę


Janina Laskowska-Mróz

Odnaleźć siebie


Stoję na szczycie pagórka, z którego widać małe miasteczko - miasteczko czyste, zadbane, lecz kiedyś panowała tu bieda. Stare domy, szare, brudne ulice, zaniedbane dzieci - to była codzienność. Była też bogata dzielnica, w której mieszkał Edward - wdowiec koło czterdziestki - zgorzkniały, samolubny i chytry. Mieszkał w pięknym dużym domu z ogrodem i basenem. Najlepiej czuł się w towarzystwie ludzi o takim samym statusie społecznym, a nędza na ulicach miasteczka napawała go obrzydzeniem. Dla niego liczył się tylko on sam, pieniądze, luksusowy samochód i wielkie przyjęcia w gronie pięknych kobiet. Jego oczkiem w głowie był piesek, Ares, którego nabył za duże pieniądze.
Wielkimi krokami zbliżały się Święta Bożego Narodzenia, które Edward postanowił spędzić u swojego brata wiele kilometrów od miasteczka. Pewnego grudniowego popołudnia, wrócił do domu i zauważył, że Ares zniknął. Wszczął poszukiwania, rozwiesił plakaty, a nawet wyznaczył wysoką nagrodę pieniężną dla znalazcy zaginionego pieska. Nikt jednak nie odnalazł Aresa. Edward rozpaczał tak, jakby stracił dziecko. Aż tu nagle, przejeżdżając przez jedną z biednych ulic, ujrzał swojego pupilka bawiącego się z brudną i nędznie ubraną dziewczynką. Bez chwili zastanowienia wysiadł z samochodu, wyrwał psa z ramion małej dziewczynki, która zaczęła płakać. Wsiadł i odjechał, zabierając ze sobą psa. Nie zwracał uwagi na tłumaczenia i prośby dziewczynki, dla której pies stał się jedynym przyjacielem od kiedy zjawił się na tej ulicy. Następnego dnia wracając do domu, wyjął ze skrzynki kilka kartek świątecznych i listów. Wśród nich była piękna błękitna koperta, a w środku list bez podpisu takiej oto treści:

"Już prawie święta, nie zapominajmy o ludziach żyjących obok nas.
Zrób "coś" i stań się pomocnikiem Świętego Mikołaja"*.

Edwarda zastanowił ten króciutki liścik, a przed oczami mignęła mu twarz małej dziewczynki, której odebrał Aresa. I jak nigdy dotąd zaczął się zastanawiać, dlaczego biedni ludzie napawają go obrzydzeniem i dlaczego nie potrafi podać im pomocnej dłoni. Ale skończyło się tylko na myśleniu. Dwa dni później otrzymał kolejny anonimowy liścik:

"Rób, co serce podpowiada. Nie czekaj na specjalną okazję.
Kochaj każdego dnia od rana aż po zmierzch,
niech miłość Twa będzie świeża jak kwiat i silna jak słońce -
a święta nigdy nie miną"*.

Te słowa poruszyły twarde serce Edwarda, a w jego oczach pojawiły się łzy. Pomyślał o swojej samotności jak również o małej dziewczynce z biednej rodziny. Zrozumiał, że źle postępuje w życiu, ale nie wiedział jeszcze jak może to zmienić.
Nadszedł dzień Wigilii. Edward właśnie szykował się do wyjazdu, kiedy usłyszał cichutkie pukanie do drzwi. Ku jego wielkiemu zdziwieniu przed domem nikogo nie było, a na śniegu przed drzwiami leżała mała błękitna koperta. Tym razem również był to anonimowy list:

"Miłość jest wszechobecna. Żyje w dziadkach, rodzicach, dzieciach i nas.
Bądź zakochany w ludziach. Obdarz każdego człowieka sercem.
To świąteczne życzenie - warto pamiętać, by i jutro ktoś o Tobie pamiętał".*

Te słowa wystarczyły, by Edward zrozumiał, co powinien zrobić. Zapakował do samochodu kilka prezentów, wiele dobrego jedzenia i pojechał, zabierając ze sobą psa, do dzielnicy, w której zostawił pamiętnego dnia płaczącą małą dziewczynkę. Odnalazł dom, w którym mieszkała i zapukał do drzwi. Otworzyła mu właśnie ta dziewczynka, której oczka rozbłysły iskierkami szczęścia na widok Aresa. "Jestem Ala" - powiedziała. Edward przedstawił się rodzicom Ali, przeprosił za swoje wcześniejsze zachowanie względem dziewczynki, wręczył prezenty, jedzenie i chciał odjechać. Jednak oni - biedacy - zaprosili go na kolację wigilijną. Przyjął zaproszenie. Spędził z nimi najwspanialsze święta w swoim życiu.
Te święta były przełomowymi w życiu Edwarda. Dostrzegł, że jego życie było wypełnione błahostkami, a nie zauważał rzeczy naprawdę istotnych. Zrozumiał, że najważniejsze jest czynienie dobra, niesienie pomocy potrzebującym i obdarowywanie ludzi miłością. Edward zmienił się nie do poznania. Zaczął pomagać biednym, utworzył nawet fundację na rzecz pomocy dla biednych. To dzięki niemu na ulicach tego miasteczka nie ma już głodnych i nieszczęśliwych dzieci.
Edward nigdy nie dowiedział się, kto przysłał mu liściki w błękitnych kopertach. A kilkanaście lat później, spisując swoją autobiografię, zakończył ją tymi słowami:

"Zaszczepmy w sercach dzieci miłość do człowieka.
One, zakładając jutro swoje rodziny będą kochać je tak, jak my je nauczymy".*

Tak oto kończy się opowieść o Edwardzie, który dzięki anonimowym listom "odnalazł siebie" i swoje powołanie.

___________________
* - słowa napisane przez mojego Przyjaciela, Romana Gąsienica, który pozwolił na ich wykorzystanie w tym opowiadaniu.

w górę