Strona główna

* Konkurs Literacki *

Statut

Działalność

Członkowie

Utwory:

Urszula Baczyńska-Śleziak
>>> Ryszard Będkowski
Joanna Brychcy
Robert Forreiter
Paulina Goliszewska
Karolina Kasperek
Ewa Bożena Kwiecień
Janina Laskowska-Mróz
Tomasz Lippoman
Agnieszka Mazur
Berenika Michnik
Urszula Stępień
Michał Stolarczyk
Katarzyna Szeja
Marta Szuba
Elżbieta Tomaś
Karolina Tórz
Anna Wojciechowska
Julia Zadrożna
Dariusz Zejc
Hanna Zielińska
Edyta Żyrek

Biblioteka

Na WeSoŁo :)

Linki

Współpraca

Mapa strony

Kontakt

osób odwiedziło
nas od 1.06.2004




UTWORY RYSZARDA BĘDKOWSKIEGO



Rysunki




Ryszard Będkowski

jaskinia

wszystkie stałe są zmienne. słowa
wznoszą się na wielokrążkach myśli.
w piramidach, katedrach - jaskiniach.
pinakle i stalagmity są wymienne
ostre łuki i gotycka cięciwa

uczciwiej byłoby żywić się padliną
nie czekając aż uśmiechnie się do nas, wyżebrane,
wypolerowane chlebem, wyskrobane dno.

drzewa w aktach strzelistych. wniebowzięcia
ptaków. czepiamy się liści. zasypani
rdzawym szronem, świetlistym igliwiem.
nocą wyprowadzamy się z ciał. balansujemy
na czubku języka. słowa są tylko zapowiedzią

całkowitego milczenia.

w górę


Ryszard Będkowski

język dwoisty

łyżką strawy mizernej jak krew honor matka ojczyzna
ratowaliśmy słowa tak słabe że umierały już w gardłach

chwiejąc się na wątłych anemonach myśli podczerwienią
róży zamiast lampy używając poza-widmowego światła

podejrzewając że noc jest większej sfery zaledwie źrenicą
wokół innej strefy pustym wątkiem zaplecionym w embrion

na krótkich wiosłach oddechu do świtu dobijając łódką
nagle przypominając sobie ogród który nigdy nie istniał

na nielegalny pobyt stworzyliśmy - ja i ty - zakończenie

nasz język dwoisty

w górę


Ryszard Będkowski

stany skupienia

za zakrętem jeszcze jedno pole, nieruchome, jak wąska źrenica,
cienkie pnie jarzębin, które dzisiaj mogę objąć wyłącznie pamięcią.

ziemia była wtedy bardzo blisko. rozgrzebana patykiem bądź
aluminiową łyżką. przy całej błyskotliwości nie potrafiłem sobie
wyobrazić żeby mogła nie istnieć: bo, jaki ptak udźwignie niebo
na granicy wizji i świata ?

w świetle gwiazd rozproszonych w oficjalnym obiegu
nauczyłem się rzeczy niemożliwej - chodzenia po ziemi,
gdzie atomy gubią obręcze. we wszystkich stanach skupienia

wiersze układam, jak ciebie teraz, do snu.

w górę


Ryszard Będkowski

ciemnia

na podstawie braków odtwarzam obraz świata - pokazy
atrakcyjnych śmierci drażnią - motywy przyszłych wpisów.

nadużycia języka.

gdy zieleń zbyt dosłownie tłoczy się aż do ostatniej frakcji
zagłusza sen pospieszny łoskot przesterowanych myśli.

skupione w ciemni na negatywach światło - przegrupowana w błękit
krew. w podziemnych korytarzach płynie budząc lęk pierwotny.

stęchłym wnętrzem bramy, podcieniem podwórka, śnieg
dzieci niosą na mojej głowy rozżarzony mosiądz.

mnie trzeba głęboko zasypać.

w górę


Ryszard Będkowski

lampion

miasto rozsnuło się, rozlazło. zwiotczały fasady domów.
mrok włóczy wilgotne tynki podległymi peryferiami ulic.
wiatr szarpie skośnie, na odlew. nagły wektor pcha mnie
w ciasne wnętrze. pachnie drewnem i uległością. ciemno.

spa-ce-ru-ję czujnie po półkach. tomik. matowy i zimny.
w nim tlisz się mdławo, jak fosfor w chińskiej bibułce.
abażurowo widzę chwiejącą się w lampionie czerwień.
otwieram na krótką chwilę. osiemnasta. zamknięte.

wychodzę. deszcz zmywa wszelkie prawdopodobieństwo.
autobus śmierdzi motywem podróży i nudą. nie ma dobrych
motywów. zostały już tylko drobne, rysy i odbicia na szybach.
w środku też mokro. ścieram słowa. zalane ulice zygzaczą.

boję się zaprószeń serca.

w górę


Ryszard Będkowski

ranny wiersz

nocą do ciebie przybiegłam boso z twarzą dziecka
żebyś nie musiał mnie szukać w próżni słów nieważkich

przecież biedna jak mysz kościelna a tylu robotników
najęłam: kości sześcienne drążą w oczach zmarłych

ziemię o którą przyjdzie mi się zaprzeć - bezwstydna
tak w ciebie wrosłam jak w paznokcie drzazgi
zgięta w łuk elektryczny ciałem litym z liter świecę
aż pod stopy odległe o morze tłukące w dno czaszki

gdzie ciche muszle słów zbierasz między atomami
które wzrokiem ważysz czy już jestem podobna

na prześcieradle kartki pojawiam się pierwsza

pomiędzy wierszami

w górę


Ryszard Będkowski

dziecięca krucjata

kradnąc roślinom chlorofil żywimy się słońcem
z ust do ust przenoszonym - nieustanny przemyt
przez obce terytoria. przekopujemy horyzont
bezskutecznie - jak zwykle zamknięty ulicą.

nad Gorzkim jeziorem dominują zjawiska brzegowe:
puszczamy kaczki, bawimy się w rozszczepianie myśli.

jeszcze ożywiamy się pod skalpelem uśmiechu:
jakby go z róży wyświecił promień odległej kolonii gwiazd,
gdzie wciąż sprawdzane są listy naszych nieobecności.

mamo, nie martw się. jest nam tutaj dobrze.

w ciemnych celach wierszy spowiadamy się z zieleni.

w górę


Ryszard Będkowski

ponuro, wilgotno

mały J. siedzi przy oknie. ćwiczy podzielność deszczu.
uważnie obserwuje nerwowe załamania wody. krople.
matka przełamuje chleb na kolację. w stągwi pływają ryby.

chłopiec bawi się trocinami. kreśli na podłodze znaki;
wymyśla nowy język wyjawiający istotę wszechrzeczy.
słowa staną się materią, czas absolutnym.

wieczorem pomoże ojcu strugać kołki. wkrótce
wyprą je gwoździe. nieuchronny postęp. słońca
przesuną się w nadfiolecie. wiosną powróci z emigracji.

mojej głowy.

w górę


Ryszard Będkowski

linia ciągła

od kilku dni obsesyjnie przebiera palcami. szuka czegoś
na kołdrze. podnosi niewidzialne przedmioty. nieruchomieje.
poduszka wypchana liśćmi. owady roją się w głowie.
porozumiewawczo wskazuje matkę: "ładna dzierlatka,
jak tam nasze dzieci, mamy chłopca i dziewczynkę, prawda ?"
suchym językiem obraca drewniejącą mantrę. syczy,
wbita w lód, rozżarzona igła. w końcu wzywa Jezusa.
nie pojawia się. stoję najbliżej, w zielonym ubranku
uszytym z maminego płaszcza.


niczego nie wysiedzę przy oknie. nie wyśledzę.
nie przyjdzie stamtąd. wieczorem domy stoją mocniej.
podniesione letnim żarem, opadają. Idzie
przez stygnące powietrze. kamienie ostukuje laską,
zamieniając w takie, których nie potrafię podnieść.
chucham-dmucham, wieczór gaśnie. rysuję linie
i nie mogę przestać. stąd może wysiewać się obłęd.

w górę


Ryszard Będkowski

format C

tylko nie pisz że za późno. nie wyrzucaj do zsypu.
słowa zapowiedzi nie oznaczają jeszcze końca.
jeszcze nie związał się czas z przypadkiem
nie spotkał z odrzuconym, nie położył na łopatki

trzeba rozplątać bawełnę. rozciąć koszulę cienką
aby mieć przędzę na bardziej odświętną
nie możesz sobie pozwolić wcisnąć. guzik.
z tego i tak nic nie będzie. enter

w górę