Na ulicy K
Śpiew
Nie ma już tego domu. Ulica dawno zmieniona
A kiedyś jabłkowy sad z plamami śliw i jedyną czereśnią.
Dom się rozwiewał, cieniował. Gościnny pokój
z lustrem w brązowej ramie, warkoczykowi dziewczynka
ze szczotką w ręce: Walentyna, Walentyna...
Za oknem świat, hulajnoga przy płocie.
Obok lepkość owoców
Dryń, dryń. Drewniana rama na kółkach. Podbój świata
od krawężnika do krawężnika i pompy z wodą.
We włosach broszka przypięta przez gołębie wujka.
Pobłażliwe uśmiechy i spady w sadzie.
Wir owadów.
Piwnica
Ceglane ściany - żłobienia, inskrypcje w dół i w dół
- zakręcona wilgoć i kurz. Na środku cynkowa wanna,
w lodowatej wodzie ryby w srebrnych zakrętach.
Kwarantanna i krew. Wybielanie portfela - łuska
na szczęście. larwy w szczelinach
Pop
i nie ma dokąd uciec
spijamy ostatnie krople kawy
jest miasto, gdzie drwale wykarczowali już wszelki cień
są ludzie, którzy nigdy nie zasypiają
z obawy przed jutrem ciągną noc w nieskończoność
zardzewiałymi hakami na których wiesza się bydło
wydłużając granicę
a ty mówisz jak bardzo boisz się porzuconej gazety
i szepczesz do mnie bądź czujny bądź czujny
dlatego dziś otworzymy drzwi kamienice rozprujemy chodniki
wbijając szpadle w wilgotną ziemię
bo ziemia jest księgą
bo ziemia jest bramą
w którą stukasz obcasami
i czekasz
aż tryśnie woda
***
Czasami rano płaczę, bo moje sny są ciepłe,
lub raczej ciepły jestem
w każdym z moich snów.
Kupuję chleb krojony i krojoną szynkę,
i ser w plasterkach, bo nie mam siły kroić.
Zamknąłem się od zewnętrz w stumetrowej wieży.
Zamknąłem się od zewnętrz, połknąwszy wcześniej klucz.
(Dopiero nazajutrz czytam u Claudela:
Mieszkam po zewnętrznej stronie pierścienia.
Wiem już, że nie na zewnątrz, lecz wewnątrz
znajduje się mur, którego jestem więźniem.
Gdybyś była swym własnym językiem,
ziarnkiem piasku i nagle pustynią
tak ogromną palącą i pustą,
że każdym promień tam kończy się i zaczyna,
mógłbym chwycić to, napisać i zamknąć
bez szansy na najmniejszy błąd.